Wywiady po rosyjsku - tłumaczenia

               "U Anny German - Tucholskiej", 1976 r.

 

W mieszkaniu Ani i Zbyszków.
Wywiad dla TV ZSRR, Warszawa, Polska, 1976 r.

Scena 1:
Bardzo się cieszę, że przyjechała do mnie w gości moskiewska TV. Chciałabym z całego serca podziękować wszystkim słuchaczom, którzy do mnie napisali, w tym radosnym i trudnym dla mnie czasie. Mój synek ma już 2,5 miesiąca. To moje pierwsze dziecko. Pierwszy raz na ekranie. Prawda, że świetnie sobie radzi? Chciałabym powiedzieć, że jestem bardzo szczęśliwa, że zdałam swój kolejny życiowy egzamin.

Do męża, Zbigniewa: Masz, trzymasz go? :) Trzymaj :)

Do telewidzów: Ma 2,5 miesiąca a waży prawie 8 kilo. Naprawdę kulturysta, prawie jak tata.

Scena 2:
Oto moja kuchnia, widać, że nie jest duża. Nie wpuszczam tu swojego męża nie dlatego, że ma tylko 6 m2, ale moim zdaniem miejsce mężczyzny nie jest w kuchni. On przychodzi zmęczony z pracy, modli się, siada na kanapie i czyta gazetę, a ja przynoszę mu jedzenie, które przygotowałam. To taki wschodni obyczaj, ale robię tak nie tylko dlatego, że wychowałam się w Azji Środkowej, ale przede wszystkim ja chcę, żeby wracając do domu czuł się kochany, zadbany, jak gospodarz. On często mi pomaga, ale mnie nie podoba się, żeby prawdziwy mężczyzna siedział w kuchni. W swojej książce napisałam, że nawet Gregory Peck – sławny i bardzo przystojny artysta - w kuchni przy garnkach przestał by mi się podobać.

Scena 3:
Po moim wypadku we Włoszech, kiedy miałam aż 3 lata wolnego czasu, mogłam siedzieć, rozmawiać, myśleć, troszkę śpiewać. Choć do występów na scenie było jeszcze daleko, ale musiałam się wtedy czymś zająć, bo dni i noce były bardzo długie. Ale przede wszystkim chciałam odpowiedzieć na wszystkie listy, które wówczas dostawałam we Włoszech i tutaj w domu. Dużo listów przychodziło z ZSRR, tak jak i teraz po urodzeniu mojego synka. A jako że nie mogłam wszystkim odpowiedzieć na listy, więc postanowiłam napisać książkę. Napisałam o nagraniach płyt, kontaktach z ludźmi, festiwalu w San Remo, o tym jak tam mieszkałam, pracowałam. Książka nazywa się "Wróć do Sorrento?" Znak zapytania jest tu ważny, bo kiedy chorowałam, zadawałam sobie pytanie, czy jeszcze zechcę i czy dam radę wrócić na tę piękną, gościnną ziemię. Jednak w duszy pozostał osad, po tym nieszczęściu, które mnie tam spotkało i które zmieniło całe moje życie i przerwało moją podróż, moją pracę, na kilka lat. A w naszym krótkim życiu to jednak wiele. Teraz mogę już uczciwie przyznać, że minęło kilka dobrych lat, wróciłam na scenę. Bardzo przyjemnie mi powiedzieć wam, że bardzo pomogła mi w tym rosyjska publiczność, do której zawsze wracałam. Wasza TV przygotowywała specjalne programy, organizowała muzyków, bo nie mam własnego zespołu. Wymagało to sporo energii i pracy, ale była to dla mnie radosna praca. Więc kiedy przyjadę znowu do ZSRR zdam kolejny egzamin i nabiorę siły do dalszej pracy. Tak było i w tym roku, kiedy będąc w 5 miesiącu ciąży pojechałam po to, by zaśpiewać swoje stare i nowe piosenki.

.

Tłumaczenie: Grzegorz Marciniak

Korekta: Marta Deptuła